Siodło i koń – cz. 3

Żeby siodło pasowało na konia, musi rozkładać ciężar jeźdźca na tak dużej powierzchni, jak to możliwe, pozostawiając jednocześnie wolny od nacisku kłąb, kręgosłup, łopatki i lędźwie. Dotyczy to absolutnie każdego siodła, z terlicą czy bez; angielskiego czy westernowego.

Kiedy kupujemy buty, przede wszystkim wybieramy właściwy rozmiar, potem mierzymy je i sprawdzamy, czy są wygodne, czy nigdzie nie uciskają, nie obcierają itp. Kupując siodło wielu ludzi postępuje całkiem inaczej – wybiera siodło „ładne”, względnie tanie, pod kolor ogłowia czy bryczesów, czasem sprawdzi, czy wygodne (oczywiście dla nich), bez zastanowienia się, czy będzie pasowało na konia. Często spotykany rachunek – koń 6 tys. zł, siodło 600 zł – jest nieporozumieniem. Nasz koń zasługuje na najlepsze dopasowane siodło, na jakie nas stać.

Tak jak nie wszyscy noszą jeden rozmiar i model butów, tak i siodło wymaga starannego i dokładnego dopasowania do konkretnego konia, tym bardziej że przenosi duży ciężar przez długie okresy. A tymczasem smutna rzeczywistość jest taka, że większość producentów siodeł nigdy nie jeździła konno. Od osób, które zatrudniają, również rzadko się wymaga, żeby wiedziały cokolwiek o koniach. Ogromna większość siodeł robiona jest z myślą o jeźdźcu – kliencie, a nie o koniu. Konie siodeł nie kupują, a klienta przyciąga marka, kolor, modny wzór. Sytuacja taka powoduje, że na rynku mnóstwo jest siodeł, których konstrukcja uniemożliwia wręcz prawidłowe dopasowanie. Przypominają one buty modelek na pokazach mody – piękne, niezwykłe, finezyjne i nie da się w nich zrobić więcej niż kilka kroków. A niedopasowane siodło powoduje ból. Nie trzeba być „zaklinaczem koni”, żeby go zauważyć. Wystarczy zwrócić uwagę na kilka szczegółów:

  • czy koń protestuje przy siodłaniu (podgryzanie, machanie głową, tupanie itp.)?

  • czy po założeniu siodła rusza się mniej chętnie? Ma krótszy wykrok? Ma tendencje do brykania?

  • czy ma skłonność do długotrwałego i intensywnego tarzania?

  • czy nie potrafi ustać spokojnie pod siodłem?

  • czy nie ma nadmiernie wrażliwych miejsc przy szczotkowaniu (możemy je wykryć, przesuwając opuszki palców po całej powierzchni grzbietu)?

Jeśli występuje któryś (lub kilka) z tych symptomów, mamy prawo podejrzewać ból związany z niedopasowanym siodłem. Poszukajmy też fizycznych uszkodzeń, które mogą być spowodowane przez niedopasowane siodło: otarć, ran, białych włosów pod siodłem, blizn lub stwardniałych miejsc, zaniku mięśni po obu stronach kłębu za łopatką, zapadniętego grzbietu, kulawizn.

Zanik mięśni od zbyt wąskiego siodła (góra) i koń zdrowy (dół)

Zanik mięśni od zbyt wąskiego siodła (góra) i koń zdrowy (dół)

Jeśli nie zauważymy żadnego z tych symptomów, wcale nie oznacza to jeszcze, że problemu nie ma. Ból krzyża u ludzi nie zawsze manifestuje się na zewnątrz, a mogą upłynąć tygodnie, zanim się go pozbędą. Często uszkodzenia skóry i mięśni oraz skojarzony z nimi ból pozostają niezauważone, a związane z nimi problemy błędnie diagnozujemy jako problemy treningowe – odmowa wykonania pewnych manewrów, usztywnianie szyi i zadzieranie głowy, niezwracanie uwagi na jeźdźca, ociężałość, brak chęci do pracy, potykanie się, brak koncentracji, stawanie dęba, kładzenie uszu, kręcenie ogonem, niemożliwość zebrania, zbieganie z góry, wypadanie na zakrętach. Wszystko to może świadczyć o bólu grzbietu spowodowanym niedopasowanym siodłem.

Poprawnie dopasowane siodło jest konieczne dla komfortu fizycznego i psychicznego konia. Pamiętajmy, że koń nie może chronić się przed sprzętem, którego używamy. Nie wie, że siodło ma pasować. Robimy tyle rzeczy, które są dla koni niekomfortowe, że niepasujące siodło przyjmują po prostu jako jedną z nich. Podkładki, pady i żele nie rozwiążą problemu, podobnie jak dodatkowe skarpetki nie rozwiązują problemu niepasujących butów.

Niestety, ogromna większość koni, z którymi się zetknąłem, ma niedopasowane siodła. Te, które pasują, pasują najczęściej przez przypadek. Poza tym ludzie zwykle nie chcą wiedzieć, czy ich siodło pasuje. Siodła nie są tanie, zwłaszcza dobre siodła. Większość ludzi nie chce słyszeć, że ich siodło, na które wydali sporo pieniędzy, nie pasuje. Gdyby to przyznali, musieliby coś z tym zrobić. Zaprzeczenie jest o wiele łatwiejsze niż mozolne poszukiwanie siodła, które będzie pasować. Tylko że, niestety, to zaprzeczenie może zrujnować zdrowie końskiego grzbietu (pół biedy, jeśli tylko…) i skrócić jego aktywne życie, wysyłając go na wcześniejszą emeryturę. Na świecie nie jest lepiej – z badań przeprowadzonych w USA przez dr Joyce Harman wynika, że blisko 75% koni cierpi na ból grzbietu związany z niedopasowanym siodłem, z czego aż ~60% ma uszkodzenia fizyczne (np. zanik mięśni).

Jak dorabiamy się niepasującego siodła? Najczęściej na jeden ze sposobów:

  • kupiliśmy konia, a sprzedający „dorzucił w promocji” siodło, którego używał. Wcale nie oznacza to, że jest ono dopasowane. Może poprzedni właściciel w ogóle się tym nie przejmował? Być może siodło używane było okazjonalnie, np. raz na dwa tygodnie na krótkie jazdy? W takim przypadku równie dobrze koń mógłby być siodłany w drewnianą skrzynkę na owoce i do następnego razu wydobrzałby. Okazać się może, że siodło zaczyna uwierać po dłuższym czasie, np. po czterech godzinach;

  • mieliśmy już konia, po którym zostało nam siodło, lub z innych powodów mamy własne siodło wcześniej niż konia. Uważamy je za wygodne, ulubione, poprzedniemu koniowi „też było w nim dobrze”, a w ogóle to on jest podobny, więc będzie pasować. Nic bardziej błędnego. Każdy koński grzbiet jest inny i istnieje bardzo duże prawdopodobieństwo, że siodło pasować nie będzie;

  • kupiliśmy konia, a za pozostałe pieniądze kupujemy „okazyjnie” „świetne i zachwalane przez klientów” siodło, lub takie z drugiej ręki, zachwalane przez poprzedniego właściciela. Początkowo jesteśmy z niego zadowoleni, ale z tygodnia na tydzień zachowanie konia się pogarsza z powodu dyskomfortu, jaki odczuwa.

Dlaczego nie pasuje?

Zanim zabierzemy się do dopasowywania, spróbujmy przeanalizować, w jaki sposób siodło może nie pasować.

rys. 2

rys. 2

  • Zamiast przylegać całą powierzchnią, siodło przenosi większą część ciężaru na przód i tył, tworząc jakby most nad grzbietem (mówi się, że siodło „mostkuje”). [rys. 2 pośrodku]

  • Zbyt duża krzywizna ławek/paneli powoduje, że siodło huśta się na grzbiecie w kierunku przód–tył. [rys. 2 po prawej]

  • Na skutek złego ukątowania ławek/paneli ciężar przenoszony jest na ich krawędź, przez co wbija się ona w grzbiet konia. Jeśli dotyczy to dolnej krawędzi, siodło jest zbyt wąskie. Jeśli spoczywają wyłącznie na górnej krawędzi – siodło jest za szerokie.

  • Zbyt mało podwinięte końce ławek powodują wbijanie się ich krawędzi przy obciążeniu.

  • Zbyt mały prześwit nad kręgosłupem będzie powodował ucisk na kręgosłup.

  • Zbyt mały rozstaw ławek/paneli nie uwolni dostatecznie kręgosłupa, zwłaszcza podczas wykonywania zakrętów.

Siodło za szerokie (po lewej) i za wąskie (po prawej)

Siodło za szerokie (po lewej) i za wąskie (po prawej)

Zatrzymajmy się na chwilę nad kwestią zbyt szerokiej/ zbyt wąskiej terlicy. Z terlicą zbyt wąską mamy do czynienia w przypadku, gdy kąt przedniego łęku siodła jest mniejszy niż kąt przekroju przez koński grzbiet w miejscu, gdzie powinien on się znajdować. Takie siodło nie nadaje się do niczego i nie powinniśmy go zakładać na konia – z każdym krokiem dolna krawędź terlicy będzie wbijać się w grzbiet. ŻADNA ilość podkładów, choćby nie wiadomo jak specjalistycznych, nie spowoduje, że za wąskie siodło zacznie pasować! Każdy dodatkowy milimetr podkładu pogrubia konia, co powoduje, że siodło jest tym bardziej za wąskie.

Kiedy terlica jest za szeroka, możemy próbować „pogrubić” konia podkładami (jeśli wszystkie inne elementy pasują), mając jednak na uwadze, że jest to rozwiązanie tymczasowe, a zbyt gruby podkład powoduje, że siodło przestaje być stabilne.

Niektóre siodła angielskie wyposażone są w wymienne łęki różnej szerokości – w takim wypadku często wystarczy wymienić łęk na pasujący profilem do grzbietu konia .

Wymienny łęk

Wymienny łęk

Dopasowanie

Najlepszym sposobem jest zrobienie siodła na miarę lub wybór siodła bezterlicowego z górnej półki (nie oznacza to jednak automatycznie, że będzie pasować). Jeśli nie możemy sobie na to pozwolić, powinniśmy szukać i pasować po kolei różne siodła, aż trafimy na właściwe. Poprawne dopasowanie siodła przed zakupem jest dużo prostsze i tańsze niż kupowanie później podkładu za podkładem, próbując „zmusić” do pasowania siodło, które nie pasuje. Nie można zmienić kształtu terlicy; jeśli siodło nie pasuje bezpośrednio na koński grzbiet, to NIE PASUJE. JEDYNĄ MOŻLIWOŚCIĄ sprawdzenia, czy siodło pasuje, jest jego przymierzenie. Nie oszukujmy się – kształt koń skiego grzbietu jest zbyt skomplikowany, żeby można było go opisać jednym czy dwoma parametrami, jakie zwykle podają producenci siodeł (np. rozstaw łęku czy szerokość/kształt ławek). Określenia „wąski”/„normalny”, „Full Quarter”/ „Arabian” czy numery łęków tak naprawdę nic nie znaczą, mogą być jedynie olbrzymim przybliżeniem, a siodło, które pasuje „prawie”, NIE PASUJE. Szczególnie prawdziwe jest to w przypadku siodeł westernowych, których twarde ławki kontaktują się dużą powierzchnią z grzbietem; jakiekolwiek niedopasowanie będzie powodowało powstawanie niedopuszczalnych punktów zwiększonego nacisku. Nie wiem, skąd wzięło się dość rozpowszechnione przekonanie, że kulbaka westernowa pasuje na wszystkie konie. W rzeczywistości poprawne dopasowanie siodła westernowego ze względu na powierzchnię kontaktu z grzbietem jest o wiele trudniejsze niż jakiegokolwiek innego. W przypadku siodeł angielskich mamy niewielką możliwość dopasowania, wypychając odpowiednio panele, co jednak zazwyczaj wymaga pomocy profesjonalisty.

Dopasowując siodło, nie powinniśmy zgadywać („może będzie dobre”), polegać na poradach znajomych („jest super, mój koń jest zadowolony”) czy sprzedawców („najlepsze, jakie mamy w ofercie, klienci sobie chwalą”). Instruktor czy sprzedawca niekoniecznie jest najbardziej odpowiednią osobą, która może nam doradzić – tak jak sprzedawca w salonie czy instruktor prawa jazdy niekoniecznie potrafi naprawić skrzynię biegów. Nie ma też prostego przepisu, pozwalającego sprawdzić jeden czy dwa punkty, możliwego do zastosowania w przypadku każdego konia i siodła. Zdecydowanie najlepiej byłoby powierzyć zadanie profesjonalnemu siodlarzowi, o takiego jednak ciężko. Co więc możemy zrobić?

Jak wspomniałem w poprzedniej części, prawidłowe umieszczenie siodła na grzbiecie jest jednym z najważniejszych aspektów dopasowania siodła. Dlatego też zanim przystąpimy do jakiegokolwiek sprawdzania, czy siodło pasuje, musimy je umieścić w prawidłowym miejscu (cz. 2 tego artykułu).

Ponieważ dobre dopasowanie siodła jest krytyczne, nic więc dziwnego, że nowoczesna technologia ma duże pole do popisu. Najnowsze i dostarczające najbardziej wiarygodnych danych rozwiązania to czapraki z wszytymi czujnikami nacisku. Czaprak taki zbiera dane o nacisku w czasie jazdy i wysyła je do komputera, który konstruuje kolorowy obraz pokazujący rozłożenie nacisku, na którym łatwo zauważyć „gorące punkty”, w których koncentruje się nacisk niedopasowanego siodła. Technologia ta, choć niewątpliwie niemająca sobie równych, jest niestety na razie niedostępna dla zwykłego śmiertelnika. Warto jednak pamiętać, że możliwość taka istnieje – być może w niedługim czasie stanie się na tyle popularna, że znajdą się siodlarze oferujący takie usługi.

Inną możliwością, znacznie łatwiej dostępną, jest wykonanie zdjęcia termowizyjnego. Teoretycznie wykonanie zdjęcia termokamerą natychmiast po zdjęciu siodła powinno pokazać nam rozłożenie ciepła, a wiec pośrednio nacisku – do pewnych granic im miejsce cieplejsze, tym większy nacisk; powyżej pewnej krytycznej granicy – zdecydowanie zimniejsze (ucisk tak duży, że uniemożliwia przepływ krwi, która jest głównym nośnikiem ciepła). W praktyce jest to metoda mało wiarygodna. Zbyt dużo jest czynników mających wpływ na temperaturę powierzchni grzbietu, żeby zdjęcie termowizyjne było dokładniejsze niż inne metody. W najlepszym przypadku zdjęcie termowizyjne pokaże nam, że nie pasuje siodło, które nie pasuje ewidentnie („gołym okiem”); w najgorszym (połóżmy mokry koc na konia, pojeźdźmy na nim na oklep i zróbmy zdjęcie termowizyjne) – okłamie nas całkowicie. Niektórzy producenci oferują specjalne, przezroczyste podkłady wypełnione kolorowym żelem, które kładziemy pod testowane siodło. W trakcie jazdy żel wyciskany jest spod miejsc o zwiększonym nacisku, przez co miejsce to staje się bardziej przezroczyste i umożliwia dokładne zobrazowanie rozłożenia ciężaru. Po użyciu wystarczy żel rozprowadzić wałkiem i podkład gotowy jest do kolejnego wykorzystania. Rozwiązanie takie, zwłaszcza kiedy mamy większą liczbę koni/siodeł do przymiarki, jest bardzo praktyczne i stosunkowo niedrogie (ok. 250 dolarów) – zwłaszcza w porównaniu z kwotą, jaką możemy zapłacić za siodło, które okaże się niepasujące.

Do metod „polowych”, o wiele mniej dokładnych ale możliwych do zastosowania bez większego zaplecza przez każdego, powrócimy w kolejnej części.

Zostaw komentarz!

Dodaj komentarz poniżej, albo trackback ze swojej strony. Możesz także
zasubskrybować komentarze przez RSS
Bądź miły, pisz na temat, nie spamuj.

Strona obsługuje Gravatar. Zarejestruj się na Gravatar.

 

Mogą Cię zainteresować:close

Bądź zawsze na bieżąco!

Nie chcesz przegapić nowych artykułów lub  terminów warsztatów?

Polub nas na Facebooku!