Równoległe Wszechświaty

Czy wiedza, jak funkcjonują zmysły, wystarcza do zbudowania „obrazu świata” odbieranego przez inną istotę? Absolutnie nie! Jak wspomnieliśmy, zmysły to tylko „okna na świat” mózgu; specyficzne urządzenia do zbierania danych, które mózg musi przetworzyć, aby na swój użytek skonstruować z nich spójny obraz świata. Żadna istota nie widzi świata takim, jakim jest on naprawdę, a jedynie jego wyobrażenie, jakie konstruuje jej mózg w oparciu o docierające dane (które, jak pamiętamy, są różne u różnych gatunków!).

Zanim jednak te dane zostaną obrobione, muszą zostać przefiltrowane. W każdej sekundzie zmysły bombardowane są miliardami informacji, które rejestrują i przesyłają do mózgu. Pomimo tego, że narządy zmysłów odbierają jedynie wycinek informacji o świecie, to jest ich zbyt dużo, żeby mózg mógł zająć się świadomą obróbką ich wszystkich. Część z nich przetwarzana jest podświadomie, a część odfiltrowywana i odrzucana – mózg ogranicza percepcję, żeby odsiać rzeczy nieistotne, które mogłyby jedynie rozpraszać. A ponieważ dla każdego z mózgów nieistotne są inne rzeczy, filtry te są różne. Oczywiście główne różnice będą leżały w genach, a zatem mózg konia będzie wyposażony w zupełnie inny zestaw filtrów niż ludzki, jednak część z tych różnic wynika z doświadczeń i warunków, w jakich rozwijał się mózg (np. mózg ludzi rasy białej uznaje za nieistotne różnice indywidualne w rysach twarzy rasy żółtej – wszyscy są dla niego tacy sami. Ale dla białego dziecka wychowywanego wśród Azjatów rozróżnianie ich nie będzie żadnym problemem – jest automatyczne).

Płaty czołowe kory mózgowej – psa, konia i człowieka

Sprawność działania tego filtra związana jest z rozmiarami i stopniem pofałdowania płatów czołowych kory mózgowej. To one odpowiadają za selekcję informacji na takie, które warto przekazać do dalszej analizy oraz te, które zostaną odrzucone. Im płaty czołowe większe i bardziej skomplikowane, tym filtr sprawniejszy, zdolny odrzucić większe ilości danych. I tak jest u ludzi – ze wszystkich zwierząt ludzie (i delfiny) mają największe płaty czołowe. Powoduje to, że większość danych docierających do naszych zmysłów zostaje odrzucona. Brzmi to paradoksalnie – wydawać by się mogło, że lepiej jest „widzieć więcej”, a jednak tak nie jest. Odfiltrowanie tego, co płaty czołowe uznają za nieistotne, pomaga mózgowi skupić się na rzeczach ważnych, bez ryzyka ciągłych rozproszeń. Gdyby nasz mózg interesował się każdym docierającym do niego dźwiękiem, kiedy czytamy książkę, nie zabrnęlibyśmy zbyt daleko w lekturze. Powoduje to jednak, że ludzie nie potrafią świadomie doświadczać nieprzetworzonych danych, a jedynie uproszczone schematy, ogólne koncepcje na temat świata. Widzimy las, a nie pojedyncze drzewa z całym bogactwem tworzących je detali. Nasze duże płaty czołowe odrzucają zdecydowaną większość szczegółów. Widzimy wyobrażenia rzeczy, a nie same rzeczy. Chcąc dojrzeć szczegóły, musimy świadomie przyjrzeć się wybranemu przedmiotowi. Choć wydaje się to sprzeczne ze zdrowym rozsądkiem, ludzie widzą tylko to, na czym skupią uwagę. Fenomen ten, zwany ślepotą pozauwagową, każe nam nie widzieć rzeczy, których nie spodziewamy się zobaczyć. Polecam sprawdzić samemu – w większości ilustrujących go eksperymentów jest to zabawne, czasem jednak bywa niepokojące.i ii

W odróżnieniu od nas konie dysponują małymi płatami czołowymi, a zatem filtr ten jest znacznie mniej sprawny. Nie widzą wyobrażeń rzeczy, ale rzeczy w znacznej mierze takimi jakimi są: najdrobniejsze szczegóły, z których składa się świat, a które dla nas zacierają się w ogólnej koncepcji. Mnogość docierających zewsząd szczegółów powoduje, że to one stają się najważniejsze. Koń nie tyle skupia się na szczegółach, co szczegóły atakują jego mózg ze wszystkich stron, „same się zauważają”. Ogólne wyobrażenie rzeczy jest znacznie mniej istotne niż towarzyszące jej szczegóły. Gdyby nam i koniom dać do rozwiązania popularne zadanie obrazkowe „znajdź 10 szczegółów, którymi różnią się te 2 obrazki”, my męczylibyśmy się dość długo; konie ani chwili – jeśli się różnią, to w ogóle nie są podobne, a szczegóły rzucają się w oczy. Oczywiście podąża za tym znacznie mniejsza możliwość skupienia – mózg atakowany szczegółami musi je analizować i jest „wyrywany” z tego, czym się aktualnie zajmuje. Dla zwierzęcia uciekającego, które musi być ciągle czujne, jest to jednak rozwiązanie doskonałe – koń nie może pozwolić sobie na rejestrowanie tylko tych rzeczy, na których skupi uwagę. W każdej chwili każdy szczegół daje mu znać „jestem ważny”. Jeśli są to znane szczegóły, koń może pozwolić sobie na ich zignorowanie. Natomiast nowe rzeczy natychmiast przyciągają całą uwagę – jeśli nie widziało się czegoś wcześniej, nie wiadomo, czy jest to dobre czy złe i należy szybko się tego dowiedzieć, zanim będzie za późno.

Gdyby nam i koniom dać do rozwiązania popularne zadanie obrazkowe „znajdź 10 szczegółów, którymi różnią się te 2 obrazki”, nie miałyby z nim najmniejszego problemu.

Ta główna różnica między nami a końmi – zdolność postrzegania szczegółów – jest przyczyną największej, niemal niewyobrażalnej różnicy w postrzeganiu świata. My, ludzie, szybko uogólniamy – widząc koncepcje rzeczy łatwo kojarzymy dwa podobne przedmioty lub sytuacje. Jesteśmy „scalaczami”w otaczającym nas świecie, pozbawianym przez nasze ogromne płaty czołowe szczegółów, widzimy przede wszystkim podobieństwa. Konie, atakowane szczegółami ze wszystkich stron, są „rozdrabniaczami”widzą (słyszą, czują) przede wszystkim różnice, bo szczegóły decydują o różnicach. Jeśli przedmioty lub sytuacje różnią się szczegółami, są dla konia inne, bo szczegóły odgrywają rolę decydującą. Ta cecha, nazywana hiperspecyficznością i zrozumiana dopiero niedawno, jest źródłem wielu pokutujących przesądów, jak np. tego, że konie nie łączą obrazów widzianych prawym i lewym okiem, a w związku z tym z każdą rzeczą trzeba je zaznajamiać osobno z lewej i prawej strony. Łatwo było udowodnić, że pierwsze stwierdzenie nie jest prawdą, prezentując koniom przedmiot, który nie różni się żadnym szczegółem, niezależnie od tego, którym okiem/z której strony konia jest widziany.iii Większość jednak przedmiotów i sytuacji w codziennym życiu różni się zasadniczo – człowiek ustawiony lewym bokiem do konia jest INNY niż ustawiony prawym. Decydują szczegóły, choćby napis na rękawie bluzy. A dla „rozdrabniaczy” rzeczywistość to szczegóły, których zdolność postrzegania przewyższa często nasze możliwości zrozumienia. Oczywiście widzą też podobieństwa, ale niejako „na drugim planie” i uznanie ich za istotne jest dla nich trudniejsze – odwrotnie niż dla nas.

Typowym przykładem takiej percepcji jest historia konia znanego jako Mądry Hans. Jego właściciel, Wilhelm von Osten, twierdził, że potrafi on rozwiązywać zadania arytmetyczne oraz odpowiadać na szereg pytań, stukając kopytem o podłoże określoną ilość razy. Przez kilka lat nie udało się wyjaśnić fenomenu Mądrego Hansa, a oszustwo wykluczono. Dopiero w 1907 r. psycholog Oskar Pfungst dowiódł, że odpowiedzi zwierzęcia wynikają z jego obserwacji reakcji otaczających go ludzi. Ktoś, kto znał rozwiązanie zadania i jednocześnie wiedział, ile razy koń ma stuknąć kopytem, zupełnie nieświadomie dawał znaki, czy oczekiwane jest więcej stuknięć, czy nie (np. unosząc brwi w momencie, gdy ilość stuknięć zrównała się z poprawną odpowiedzią). Po wielu próbach Pfungst odkrył, że Hans potrafił podawać prawidłowe odpowiedzi tylko wtedy, gdy jednocześnie widział pytającego i pytający znał poprawną odpowiedź. W owych czasach badania berlińskiego psychologa posłużyły jedynie do obalenia tezy, że konie mogłyby być mądre. Nikt nie zachwycił się tym, że koń sam nauczył się czytać mikroskopijne wskazówki, o istnieniu których nikt mu nie powiedział.

Ten potężny filtr, w który wyposażone są nasze ludzkie mózgi, wprawdzie pozwala nam doskonale się skupić i postrzegać podobieństwa w otaczającym świecie, ma jednak swoją cenę – nie da się go wyłączyć. Tracimy w ten sposób całe bogactwo szczegółów dostępnych hiperspecyficznemu umysłowi i pozostaje nam jedynie dziwić się „szóstemu zmysłowi” koni, który w rzeczywistości nie jest niczym innym jak umiejętnością rejestrowania wszystkich, nawet najdrobniejszych, szczegółów. Taki świat na zawsze (pomijając wyjątki takie jak działanie niektórych narkotyków czy głębokie stany medytacyjne) pozostanie dla nas zamknięty. Skąd zatem możemy przypuszczać, jak wygląda?

Częściowej odpowiedzi dostarczają nam doświadczenia osób dotkniętych autyzmem i małych dzieci. U dzieci płaty czołowe nie są jeszcze w pełni rozwinięte (są ostatnią strukturą, która dojrzewa w mózgu); u osób autystycznych występują zaburzenia w funkcjonowaniu płatów czołowych. Powoduje to, że mózg ma świadomy dostęp do znacznie większej ilości danych docierających ze zmysłów, bo działanie „filtra” płatów czołowych jest niepełne. Małe dzieci i osoby autystyczne widzą i słyszą rzeczy, które nam umykają – ich świat w dużo większym stopniu niż nasz jest „prawdziwy”, bo nasycony szczegółami. O ile mózg dziecka radzi sobie z tą sytuacją, bo to normalny etap jego rozwoju, to mózg osób autystycznych zostaje przytłoczony nadmierną ilością szczegółów, z którą nie potrafi sobie poradzić. Ludzki mózg nie został zaprojektowany do pracy z takimi danymi i uniemożliwia mu to normalne funkcjonowanie w naszym świecie, ale dzięki takiej nadzwyczajnej percepcji szczegółów możliwe jest istnienie autystycznych geniuszy (chociażby takich jak Raymond z filmu „Rain Man”).

Jedną z najlepszych prób uzmysłowienia nam, jak funkcjonuje taki hiperspecyficzny umysł, podjęła chora na autyzm Temple Grandin w swojej książce „Zrozumieć zwierzęta”. Zarówno ta publikacja, jak i film „Temple Grandin” ułatwią choćby po części wyobrażenie sobie, jak może wyglądać świat widziany „oczyma konia”.

Hiperspecyficzny sposób widzenia świata doskonale zdaje egzamin w naturalnych warunkach, tam gdzie powstał i ewoluował przez miliony lat. Natomiast niezwykle utrudnia funkcjonowanie w sztucznym świecie, w jakim żyją nasze konie, zbudowanym w przeważającej mierze przez nas„scalaczy” nie zauważających szczegółów. Musimy zdawać sobie sprawę, że nasza niewrażliwość na szczegóły nie powoduje, że otoczenie, które tworzymy naszym koniom, jest ich pozbawione. Wręcz przeciwnie – ponieważ nie zwracamy na nie uwagi, nasz świat jest dosłownie „zaśmiecony” szczegółami, z których istnienia nawet nie zdajemy sobie sprawy. Plama po oleju w korytarzu stajni, porzucona rękawiczka, niesiona wiatrem reklamówka, nowa farba na drzwiach boksu to rzeczy, które rzadko absorbują naszą uwagę. Z końmi jest odwrotnie – każdy taki szczegół automatycznie „alarmuje” mózg, a im bardziej jest nowy i „nie na miejscu”, tym trudniej przychodzi jego zignorowanie.

Na stepie ilość „nowych” szczegółów jest ograniczona i w związku z tym mózg rzadko bywa w pełni zaalarmowany. W świecie sztucznym, o którego kształcie decyduje człowiek, ilość „nowości” jest nieograniczona. Nigdy nie wiadomo, czy za chwilę nie pojawi się człowiek w czarnej czapce z dużym pomponem i fioletową torebką w ręku.

W świecie sztucznym, o którego kształcie decyduje człowiek, ilość „nowości”, jakimi bombardowany jest mózg konia, jest nieograniczona.

„Rozdrabniaczom” ogromnie ciężko jest funkcjonować w świecie, który nieustannie bombarduje ich umysł przekazami „zwróć na mnie uwagę”. To dlatego dla wielu osób autystycznych, którym ciężko funkcjonować w „normalnym” świecie, rutyna staje się wybawieniem. Podobnie jest z końmi – obiegowa opinia głosi, że konie są stworzone do rutyny, dlatego ważne jest przestrzeganie ustalonego porządku dnia itp. W rzeczywistości nie chodzi tu o żaden „porządek dnia” (w naturze takiego nie ma), a jedynie o to, że rutyna pozwala wyeliminować ciągle nowe szczegóły, którymi mózg jest nieustannie obciążany. Z drugiej strony, praktycznie niemożliwe jest stworzenie warunków, które uwolnią konie od takiego nagromadzenia nowych szczegółów. Zarówno dlatego, że nasz świat dysponuje praktycznie nieograniczoną ich ilością, jak i dlatego, że my sami ich nie dostrzegamy, a zatem nie możemy na nie zareagować i ich uniknąć. Warto jednak pamiętać o tym, że to właśnie one są często powodem „problemowego” zachowania. Zanim uznamy, że koń jest „głupi i uparty”, bo nie chce przejść drogą, którą przechodził setki razy, zastanówmy się, czy czasem wczoraj ktoś nie pomalował płotu…

Artykuł jest fragmentem niedawno wydanej książki „Partnerstwo doskonałe”, którą możecie zakupić np. tutaj.

iMost, SB; Simons, DJ; Scholl, BJ; Jimenez, R; Clifford, E; Chabris, CF (January 2001). „How not to be seen: the contribution of similarity and selective ignoring to sustained inattentional blindness”. Psychological Science.12(1): 9–17

iihttps://www.youtube.com/watch?v=v3iPrBrGSJM

iiiHanggi EB. Interocular transfer of learning in horses (Equus caballus). J Equine Vet Sci 1999;19:518–523.

Zostaw komentarz!

Dodaj komentarz poniżej, albo trackback ze swojej strony. Możesz także
zasubskrybować komentarze przez RSS
Bądź miły, pisz na temat, nie spamuj.

Strona obsługuje Gravatar. Zarejestruj się na Gravatar.

Bądź zawsze na bieżąco!

Nie chcesz przegapić nowych artykułów lub  terminów warsztatów?

Polub nas na Facebooku!

Mogą Cię zainteresować:close