PUNKT ODBICIA

Pete Ramey 15.02.2005

Tłumaczenie: Maria Pędzisz

Na wstępie proszę, żebyście nie czytali wyrywkowo tego artykułu i nie próbowali opisanych metod na swoich koniach bez dokładnej znajomości tego tekstu. Zakładam, że przeczytaliście moją książkę, wszystkie artykuły na stronie hoofrehab.com i dobrze radzicie sobie w praktyce. Tylko wtedy możecie zacząć stosować bardziej zaawansowane techniki strugania.

Dokładnie jak z jazdą samochodem – nie powinniście tuningować silnika dopóki nie opanujecie do perfekcji hamowania!

Niżej opisana technika potrzebna jest tylko podczas jednego lub dwóch strugań, potem staje się zbędna.

Kiedy usłyszałem „pocztą pantoflową”, że Gene Ovnicek zaokrągla podeszwę na przodzie kopyta, mocno się rozczarowałem. Zawsze bardzo szanowałem Gene’a i jego pracę, ale tym razem uznałem, że przesadził. Byłem znany z nieingerowania w callus (upakowaną podeszwę pod krawędzią kości kopytowej), a w mojej początkowej interpretacji Gene zaczął naruszać tak ważną część kopyta.

Po przetrawieniu „nowego” trendu w struganiu uświadomiłem sobie, że robiłem dokładnie to samo od wielu lat – tyle tylko, że u koni z ciężką rotacją kości kopytowej. Dawało to niesamowite rezultaty, a polegało przede wszystkim na ustawienie spodu kości kopytowej pod kątem 5-10 stopni względem podłoża (z ang. PA, palmar angle – kąt dłoniowy – przyp. tłum.) oraz pozostawieniu solidnych piętek. Nienaruszony callus przejmował obciążenie, dzięki jednoczesnemu odciążeniu wszystkiego na zewnątrz od niego.

Jedyna różnica polegała na tym, że nie robiłem tego u „zdrowych” koni. Zawsze byłem zadowolony, kiedy koń sam zaokrąglał przód podeszwy. A jeśli popatrzycie w mojej książce na zdjęcia moich własnych koni przebywających w rajdowym ośrodku jeździeckim, zauważycie że większość z nich ma zaokrąglony przód podeszwy. Ale to nie ja ją zaokrąglałem. Był to wynik naturalnego ścierania. Przerażała mnie wizja wycinania podeszwy w jakimkolwiek miejscu, a w tej chwili ingeruję w podeszwę jeszcze mniej niż w czasach pisania książki i to nawet z lepszymi efektami.

Miałem jednak na tyle dużo szacunku dla pracy Gene’a, że nie mogłem zapomnieć o jego metodzie. Nie dziwiłem się więc zbytnio, że moje myśli wciąż wracały do tego tematu, aż w końcu ostrożnie zacząłem eksperymentować. Rezultaty były zadziwiające. Ponieważ konie pod moją opieką zaczęły radzić sobie znacznie lepiej, uważam że nadszedł czas by podzielić się moimi odkryciami i spróbować wyjaśnić o co w tym dokładnie chodzi.

Każdy koń, który ma to szczęście, że jego podeszwy przenoszą częściowo jego ciężar (tak jak chciała tego natura) oraz nie były przez nikogo wycinane, wykształci bardzo zbitą podeszwę pod krawędzią kości kopytowej (callus). Róg ścian kopyta nigdy nie będzie tak twardy jak zbita podeszwa (zakładając, że koń pracuje). Mechanicznie callus ma także dużo lepsze położenie do przenoszenia ciężaru konia niż ściany kiedykolwiek mogłyby mieć.

Jeśli ściany są idealnie przytwierdzone do kości kopytowej (kopyto bez żadnych flar) callus znajduje się tuż przy linii białej, wzdłuż krawędzi kości kopytowej i chrząstek kopytowych, dookoła kopyta od jednej ściany wsporowej do drugiej. Wysklepia się wtedy naturalnie, odzwierciedlając spodnią powierzchnię kości kopytowej, w taki sposób by sprostać wymaganiom terenu, po którym porusza się dany koń. Rzadko kiedy będzie on widoczny z zewnątrz. Jeśli wyraźnie zaokrąglimy ściany kopyta (zrobimy tzw „mustang roll”), to punkt odbicia (przełamania) wypadnie na obwodzie callusa. Będzie się tak działo nawet, jeśli ściany będą minimalnie (1,5 mm) dłuższe niż podeszwa (tak jak powinny być).

Różni ludzie rozumieją pod pojęciem punktu przełamania zgoła odmienne rzeczy, dlatego uznałem, że powinienem podać SWOJĄ definicję. Punkt przełamania nie jest tym samym co „przód” kopyta. Jest to miejsce na spodzie kopyta, które nadal dotyka ziemi, kiedy kąty wsporowe już się od niej oderwały (inaczej punkt „odepchnięcia”). To nie jest jeden stały punkt dokładnie na środku przodu kopyta. Punktem odbicia może być każde miejsce dookoła pazura, ponieważ konie nie zawsze poruszają się po idealnie prostej linii na idealnie płaskim podłożu. Zdecydowanie od czasu do czasu zdarza im się zakręcać, więc punkt przełamania może wypaść w każdym miejscu dookoła kopyta.

W punkcie przełamania działa ogromna pionowa siła. Czasami może być ona wyższa niż siła uderzenia przy lądowaniu kopyta! Zrób mały eksperyment: stań stabilnie, a następnie skocz energicznie w lewo lub w prawo pod kątem 45 stopni do kierunku, w którym stoisz. Poczujesz, że przyłożyłeś bardzo dużo siły (cały swój ciężar i energię) do jednego miejsca odbicia (u ludzi miejsce to wypada na podeszwie między palcami, a łukiem stopy). To nie boli, ponieważ natura wyposażyła cię w solidną kość w tej okolicy. Natura także pokryła to miejsce upakowaną skórą (callusem). Okolica ta jest oczywiście unerwiona, dzięki czemu możesz poczuć na niej delikatne muśnięcie, a jednak obciążenie przodu stopy całym twoim ciężarem i energią nie wywołało bólu, prawda?

Natura była na tyle uprzejma, że zastosowała to samo rozwiązanie (a właściwie nawet lepsze) u koni. Wstań ponownie i zrób jeszcze jedno doświadczenie. Stań stabilnie i podnieś się wysoko na samych palcach. Skocz naprzód pod kątem 45 stopni do kierunku, w którym stoisz. Auć, to musiało zaboleć! Przepraszam za to. Natura dała ci doskonałe miejsce na stopie przystosowane do odbicia, ale masz tylko jedno takie miejsce. Pozostałe części stopy spełniają inne funkcje. Najbardziej wysunięta część (duży paluch) nie służy jako punkt przełamania (odbicia). Jest nim przód podeszwy. Konie mają zatem dokładnie taki sam problem jak my – ludzie.

Jedyne miejsce w kopycie, które jest mechanicznie przystosowane do wykonania tego zadania to callus pod kością kopytową. Znowu, w zdrowym kopycie bez flar callus jest solidnie przymocowany i znajduje się tuż przy linii białej. Jeśli jednak ściana odrywa się od kości, to pomiędzy callusem a linia białą powstaje nieupakowana, niepodpierająca kości kopytowej „podeszwa” (właściwie nie jest to podeszwa tylko róg miedzyrureczkowy uformowany przez listewki tworzywa ściennego!). Taka sytuacja występuje często u udomowionych koni, a można łatwo ją poprawić odpowiednim struganiem. Korygując to osiągniemy dwie rzeczy. Po pierwsze, natychmiast poprawi to zdrowie i ruch konia. Po drugie znacznie przyspieszy zrastanie flar, umiejscawiając samoistnie wysklepiony callus tuż obok linii białej czyli tam gdzie być powinien – dookoła przodu kopyta.

Tylko jak mamy zastosować tę wiedzę w praktyce? Oczywiście najwłaściwsza metoda wymagałaby szczegółowej interpretacji zdjęć rentgenowskich. Istnieją jednak trzy kluczowe parametry, którymi posługuję się w terenie, aby osiągnąć porównywalny efekt bez aparatu rentgenowskiego.

Pierwszą i najbardziej zachowawczą metodą jest umieszczenie punktu przełamania w odległości równej połowie długości strzałki, od grota strzałki do przodu. Tak jak poprzednio, nie mówimy tu tylko o jednym punkcie na środku pazura. Linia przełamania utworzy łuk o kształcie „normalnego” kopyta, który będzie przebiegał przez wyznaczony punkt i dalej dookoła w kierunku ścian bocznych. Nie mam tutaj też na myśli pionowego cięcia, lecz 25-stopniowe (względem płaszczyzny podłoża) „odciążenie” podeszwy, która leży zewnętrznie od wyznaczonej linii. Następnie trzeba usunąć od zewnątrz wszystkie flary w dolnej 1/3 puszki kopytowej, tak by płaszczyzna tej części była zbliżona do górnych 2/3 puszki. Na koniec po normalnym zaokrągleniu ścian wystarczy poczekać, aż odrośnie nowa, dobrze przymocowana ściana.

Takie wbrew pozorom bardzo zachowawcze podejście może być łatwo zastosowane przy pierwszym struganiu z dwóch powodów. Tworzywo strzałki znajduje się w stałym miejscu względem wewnętrznych struktur (włączając w to kość kopytową). Natomiast w kopycie z flarami zewnętrzna, widoczna strzałka, podobnie jak podeszwa, ściany i linia biała, może rozciągać się do przodu. W kopytach dzikich lub udomowionych koni bez flar odległość od grota strzałki do punktu odbicia równa się wręcz tylko 1/4 – 1/3 długości strzałki. Dzięki temu kierowanie się tym pierwszym parametrem staje się bezpieczne. Zakładając bowiem, że zazwyczaj grot strzałki będzie wysunięty za bardzo do przodu oraz że odległość równa połowie strzałki już zawiera w sobie margines bezpieczeństwa, ryzyko zdecydowanie się zmniejsza. Dzięki tej metodzie mechanika ruchu konia poprawi się, a kopyta zrosną lepiej przymocowane do kości.

Po pewnym czasie chodzenia boso zrogowaciała podeszwa pod kością kopytową zrobi się bardziej zauważalna. Powstanie zaokrąglona „bulwa” odzwierciedlająca kość (nie zobaczymy je jw linii prostej pod krawędzią kości kopytowej, ale na przedłużeniu przedniej ściany kości). Kiedy taka „bulwa” się uwidoczni, „zmieniam taktykę” i pozwalam, aby stała się ona punktem odbicia. Tak jak wcześniej, nie mam na myśli tylko jednego punktu na środku pazura, ale każdy punkt dookoła niego. Uzyskuję to przez delikatne zaokrąglenie (około 25 stopni względem podłoża) wszystkiego na zewnątrz od callusa, a następnie kontynuuje normalne struganie. Nigdy nie dotykaj prawdziwego callusa, żadnym narzędziem! Ani jednego draśnięcia – nie żartuję!

Niektórzy tradycyjni kowale są przerażeni wizją przesunięcia punktu przełamania na podeszwę. Powodem tego jest słabe zrozumienie, co tak naprawdę dzieje się w kopycie. Jednak taka niewiedza nie jest od razu równoznaczna z tym, że nie dasz sobie rady z takim problemem. Przez wiele lat z powodzeniem leczyłem kopyta z flarami czy rotacje puszki kopytowej bez znajomości tej techniki, ale okazało się, że mogę osiągnąć to samo, tyle że o niebo szybciej. Doszedłem do wniosku, że przez cały czas robiłem trzy kroki do przodu i dwa do tyłu. Powtórzę się raz jeszcze – jeśli ściany są prawidłowo połączone z kością to pomiędzy callusem a ścianą nie będzie dodatkowej podeszwy. Przypadki, które omawiamy mają częściowo lub całkowicie oderwane ściany od kości. Wystarczą jedno lub dwa takie strugania, aby problem rozwiązał się sam i ponowna taka ingerencja nie będzie już potrzebna (chyba że nieprawidłowa dieta powoduje ciągły subkliniczny ochwat). Struktury, które odciążam to przesunięta podeszwa niedająca wsparcia kości, oderwane ściany kopyta, rozerwane listewki tworzywa ściennego oraz klin listewkowy (komórki keratynowe pomiędzy tworzywem a rogiem ściennym). Żadna z tych struktur nie może stanowić podparcia dla konia bez powiększania uszkodzeń, a już na pewno nie da rady wytrzymać siły działającej w punkcie odbicia/przełamania.

Zatrzymam się na chwilę, by wyjaśnić czym jest klin listewkowy. W normalnym kopycie, tworzywo ścienne (żywe, oddychające i przyczepione do kości kopytowej) idealnie zazębia się z rogiem ściennym (część ściany, produkowana poniżej korony). To wiązanie łączy kopyto z resztą konia. Tworzywo ścienne (oprócz tworzenia listewek rogu ściennego) ciągle produkuje nowe rureczki wzdłuż całej długości kości kopytowej (co zwiększa ogólną masę ściany kopyta nawet do 60% według badań dr Bowkera z Michigan State University). Pod wpływem nacisku, rureczki te powinny się ściśle upakowywać w istniejącej ścianie. To właśnie dlatego ściana może przesuwać się w trakcie wzrostu w dół i też dlatego nie zostaje rozciągnięta do grubości włosa na samym dole kopyta, gdzie średnica kopyta jest większa niż przy koronie.

W momencie rozerwania połączenia tworzywa i rogu ściennego (z powodu nienaturalnej mechaniki, niewłaściwej diety czy najczęściej obu naraz) nowe rureczki gromadzą się nieupakowane pomiędzy nimi, odpychając je od siebie tym bardziej, im bliżej ziemi. Powstały „klin” świetnie się sprawdza przy ochronie wewnętrznych, wrażliwych struktur przed wstrząsem (uderzenie o kamień). Jest mniej zbity (czyli też słabszy), ale wydaje się nadrabiać to większą grubością. Z jednej strony jest to całkiem niezłe przystosowanie do przetrwania, jednak jeśli chodzi o pionowe podparcie, klin w żadnym wypadku nie jest w stanie podołać temu zadaniu bez jednoczesnego dalszego uszkadzania kopyta.

Krótko mówiąc, odciążenie tego, co przed callusem „nikomu nie zaszkodzi”. Owszem, taki koń nie znajduje się w najlepszej sytuacji (skoro zostało to zaniedbane i doprowadzone do takiego stanu), ale nie pogorszycie sprawy przez zniesienie pionowych obciążeń w tej okolicy. Do czasu kiedy nie zrośnie prawidłowo przymocowana ściana, to callus, powstały pomiędzy kością kopytową a podłożem, będzie jedyną strukturą na pazurze zdolną do przenoszenia obciążeń. Listewki rogu ściennego będą widoczne od spodu kopyta i będą wyglądać jak „linia biała”. Ale to nie jest prawdziwa „linia biała”!!! Biała linia jest w rzeczywistości połączeniem „listków” rogu ściennego oraz splatających się z nimi „listków” podeszwy (produkowanymi przez krawędź kości kopytowej). Wiążą one bezpośrednio callus ze ścianą kopyta, co oczywiście nie zachodzi przy omawianych oderwanych ścianach. Widoczny od spodu kopyta róg ścienny tworzy fałszywą linię białą, co wprowadza w błąd większość kowali. Jeśli tylko to zrozumiesz, możesz bardzo szybko nauczyć się odróżniać gołym okiem prawdziwą i fałszywą linię białą.

Spleć palce obydwu rąk. Odzwierciedlają teraz połączenie tworzywa i rogu ściennego pomiędzy kością kopytową, a ścianą kopyta, a także połączenie linii białej pomiędzy ścianą, a podeszwą. Tak powinna wyglądać linia biała od spodu kopyta. Teraz odsuń od siebie ręce i spójrz na rozłożone palce u jednej dłoni – właśnie tak wygląda fałszywa linia biała. Ponieważ praktycznie połowy brakuje, powstałe „luki” są łatwym celem dla oportunistycznych drobnoustrojów (grzybów, bakterii itd.) Większość kowali myśli w takiej sytuacji, że ma do czynienia z chorobą linii białej, chociaż w takim przypadku ciężko powiedzieć, żeby linia biała w ogóle istniała. Taka sytuacja wcale nie jest rzadkością. Jeśli macie kontakt z udomowionymi końmi, spotkacie się z nią codziennie.

Po naprawieniu mechaniki, kiedy kopyto będzie prawidłowo rosnąć i wreszcie pojawi się prawdziwa linia biała, zauważycie, że jest ona prawie stuprocentowo odporna na infekcje grzybicze (przeczytajcie Koniec choroby linii białej, jeśli interesuje was ten temat).

Trzecim i ostatnim kryterium, którym posługuję się przy ustalaniu punktu odbicia jest po prostu wyobrażenie sobie przedłużenia dobrze przymocowanej ściany, znajdującej się pod koroną. Innymi słowy, gdzie kopyto dotknie podłoża, gdy flara całkowicie zrośnie w dół, a ściana będzie zaokrąglona? Czasami callus utworzony pod kością kopytową zostaje przesunięty do przodu wraz ze stale odrywającymi się ścianami. Tworzy się fałszywy callus albo przynajmniej taki, który jest zbyt wysunięty do przodu i niepodpierający kości.

Stosowanie lub nie tego ostatniego kryterium jest bardzo subiektywne. Sam bardzo, ale to bardzo wolno cofam punkt odbicia, nawet jeśli mam do czynienia z fałszywym callusem. Zawsze przyprawia mnie to o gęsią skórkę. Czasami jestem do tego zmuszony – nie mogę stworzyć naturalnego kopyta bez zapewnienia naturalnej mechaniki. Jak to wygląda w praktyce? Przy drugim lub trzecim struganiu 1/3 górna puszki jest już dobrze przymocowana do kości kopytowej i widoczna jako znacznie bardziej stromy, ściślejszy pasek nowego zrostu. Gdybym strugał tak jak zawsze (przesuwając punkt przełamania na krawędź callusa), a potem postawił kopyto na ziemi i okazałoby się że jest zbyt wysunięte do przodu (według wskazań nowej, lepiej przymocowanej ściany), zaokrągliłbym je dodatkowo pod kątem 25 stopni, aż do punktu, w którym w przyszłości nowy zrost dotknie ziemi. Rzadko zdarza mi się stosować tę metodę, a jeszcze nigdy nie musiałem jej użyć dwa razy u tego samego konia. Nigdy też nie powodowała wrażliwości, za to poprawiała ruch.

To samo tyczy się pozostałych, przedstawionych przeze mnie, kryteriów. Wykonane prawidłowo nie spowodują nadwrażliwości po struganiu. Jedynie przyspieszą proces naprawy i natychmiast poprawią ruch. Są jednak dwa wyjątki, przed którymi muszę cię ostrzec. Jeśli ktoś w przeciągu ostatnich czterech miesięcy wycinał albo tarnikował podeszwę pod kością kopytową, może się okazać, nie jest ona na tyle gruba, by móc bezpiecznie cofnąć punkt odbicia na właściwe miejsce. Być może i tak trzeba to zrobić, ale decyzja powinna leżeć w gestii doświadczonego profesjonalisty. Poza tym, cofnięcie punktu odbicia automatycznie wydłuża wykrok oraz zachęca konia do lądowania od piętki. To dobra rzecz. Jednak jeśli tył kopyta jest zbyt słaby i wrażliwy, aby wytrzymać lądowanie od piętki, to cofnięcie punktu odbicia może pośrednio wywołać jego bolesność. Jeśli do tego dojdzie, taki koń na kamienistym podłożu będzie stawiał kopyta od palca. Napisałem cały artykuł zgłębiający ten temat i jak sobie z nim poradzić (Poszukiwanie prawdy na temat syndromu trzeszczkowego), ale pomyślałem, że powinienem wspomnieć o tym również tutaj. Zanim zastosujecie metodę opisana w tym artykule, przeczytajcie Wysokość kątów wsporowych – czynnik decydujący, aby uniknąć tego rodzaju problemów.

Z początku takie werkowanie wyda ci się dziwne, dlatego spróbuj wprowadzać je stopniowo. Jestem pewny, że podobnie jak ja, będziesz pod wrażeniem rezultatów.

Breakover – Pete Ramey

Dodaj komentarz